Stef od początku chciał tu przyjechać. Słynne, niebieskie miasteczko w górach Rif było celem emigracji wielu żydów sefardyjskich. Medyna jest wciąż otoczona murami spoza których roztacza się niesamowity widok na położone w dolinie miasto.
Kelnerzy z knajpek przy głównym placu i okoliczna młodzież oferują nam rosnące bujnie w tych górach zioło.
"Good price!" Rzeczywiście, 8 złotych za gram to dobra cena. Niestety, nie korzystamy z okazji.
Niestety, bo sami nie rozumiemy jak, dajemy się namówić na o wiele większy i w ogóle nieplanowany zakup. Dywany (tak, liczba mnoga!) sprzedał nam słynny (także z przewodników) Abdul. Najpierw poczęstował nas herbatą i pokazał trzy grube zeszyty pełne wpisów turystów z całego świata. Każdy wychwalał marketingowe umiejętności właściciela sklepu.
Na dalszy ciąg spuszczamy zasłonę milczenia. Trochę nam głupio, że tak się daliśmy. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że towar jest rzeczywiście dobrej jakości. No i tańszy niż w Ikei. No i jak kupować dywan, to tylko w Maroku, nie?
No cóż, nie śmiejcie się z nas tak bardzo.
A może chcecie kupić dywan? Good price, my friend!
PS. Na zdjęciu inny sprzedawca, z Fezu, któremu się oparliśmy
Kelnerzy z knajpek przy głównym placu i okoliczna młodzież oferują nam rosnące bujnie w tych górach zioło.
"Good price!" Rzeczywiście, 8 złotych za gram to dobra cena. Niestety, nie korzystamy z okazji.
Niestety, bo sami nie rozumiemy jak, dajemy się namówić na o wiele większy i w ogóle nieplanowany zakup. Dywany (tak, liczba mnoga!) sprzedał nam słynny (także z przewodników) Abdul. Najpierw poczęstował nas herbatą i pokazał trzy grube zeszyty pełne wpisów turystów z całego świata. Każdy wychwalał marketingowe umiejętności właściciela sklepu.
Na dalszy ciąg spuszczamy zasłonę milczenia. Trochę nam głupio, że tak się daliśmy. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że towar jest rzeczywiście dobrej jakości. No i tańszy niż w Ikei. No i jak kupować dywan, to tylko w Maroku, nie?
No cóż, nie śmiejcie się z nas tak bardzo.
A może chcecie kupić dywan? Good price, my friend!
PS. Na zdjęciu inny sprzedawca, z Fezu, któremu się oparliśmy