poniedziałek, 27 stycznia 2014

Oko na Maroko

Na przygotowanie tej wyprawy mielismy ponad miesiac. Ale zrobilismy to w tydzien. Mialam problem z wyborem ciuchow. Bo moze padac, bo moze byc zero stopni w nocy. Moze tez byc 15. A na poludniu 25. A plecak nie moze przeciez byc zbyt ciezki.
2 mapy, 2 przewodniki. 2 spiwory i karimaty. 24 dni (az? tylko?) zeby zobaczyc gory, morze i pustynie. Wodospady, rzymskie ruiny, wioski berberyjskie. No i koniecznie Casablance. Bo film byl.
Po uwaznej lekturze podstawowych informacji dla turystow oczywiscie wiemy, ze musimy byc asertywni, pewni siebie. Musimy sie targowac.  Gleboko o tym przekonani wychodzimy z budynku lotniska w Fezie. I juz pojawiaja sie pierwsze watpliwosci. Autobus mial byc, ale go nie ma. Pan taksowkarz zawiezie do miasta za 30 dirhamow od osoby. (Jesli oprcz nas znajda sie jeszcze 2). Stefan naciskam zeby jechac. Jest ciemno, coraz bardziej pusto. Moze nie ma sensu klocic sie o te pare groszy. Czekamy jako jedyni turysci. Po chwili uspokaja nas kumkanie zab i... narastajacy spiew muezzinow.



Po kilkunastu minutach miejscowi, ktorzy czekali z nami, zapraszaja nas do taksowki.
Na dworcu kolejowym przesiadami sie do nastepnej. Grand Taxis - biale mercedesy sa dalekobiezne. Po centrum jezdza jedynie czerwone Dacie i Fiaty - Petit Taxis - pewnie poruszajcac sie miedzy przepisami a wlasna logika.
Dojezdzamy do hotelu. Mamy pokoj z lazienka (ciepla woda!!!), a na dole jest wifi. Wlasciciel/manager prowadzi nas na kolacje. To pewnie taki deal z restauracja - ci co przyprowadzaja klientow maja potem swoj udzial. Jemy zestaw "turystyczny standard". Stefan harire (zupa) i tadzin (mieso, warzywa, wszystko co zmiesci sie do charakterystycznego naczynia), ja wege kuskus i pyszny chleb z pasta baklazanowa. Kelner stawia przy nas piecyk gazowy. Na zewnatrz jest jakies 13 stopni. Ogrzewanie nalezy tu do rzadkosci.
Na koniec probujemy herbaty mietowej - plywa w niej mnostwo lisci, a slodzi sie ja przynajmniej 3 lyzeczkami cukru. Pychota!



Wracamy, internet jednak nie dziala. Nie mozemy zameldowac sie na fejsie, wiec piszemy tradycyjny esemes do mamy. Niecierpliwi wrazen nadchodzacych dni, idziemy spac.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz