Na pełną fotorelację przyjdzie jeszcze poczekać parę dni, tymczasem...
Jeśli po lekturze naszego bloga macie ochotę na podróż do Maroka, to poniższa garść informacji może okazać się przydatna.
Spanie
Najwięcej płaciliśmy 10 euro za osobonoc, często było taniej, ale poniżej 5 nigdy nie zeszliśmy. Warunki do uzyskania w tym przedziale cenowym: spoko łóżko i koce (ważne, bo to mimo wszystko zima), łazienka w pokoju lub na korytarzu lub brak. No i jedną wtyczka na pokój, więc trzeba decydować, co ma słabszą baterię: aparat czy telefon.
Woda z reguły ciepła pod prysznicem, ale jeśli ktoś lubi brak grzyba, wentylację i ogólne poczucie czystości to musi przeznaczyć na spanie co najmniej dwa razy więcej. Ogrzewania nigdy nie było, warto mieć swój śpiwór, zwłaszcza jeśli chce się nocować poza dużymi miastami.
Czasem udało się znaleźć coś taniego na booking.com, ale często szukaliśmy na własną rękę, korzystając także z pomocy papierowych przewodników.
Złota zasada: nie przyjmuj ofert od kolesi na dworcach, są drogie i niewiarygodne.
Szukanie na własną rękę może zająć trochę czasu, ale nam zawsze wystarczało pół godziny. Warto to robić. Aha, no i można się targować!
Jedzenie
Rzadko mieliśmy nocleg ze śniadaniem. Ale to dobrze, bo zamiast bagietki z dżemem, lepiej pójść do pierwszej lepszej kafejki a nawet sklepiku, gdzie można zamówić pyszne naleśniki z nuttellą lub np. bissarę - wegezupę z cieciorki podawaną z chlebem. Każda z tych rzeczy kosztuje mniej niż 2 złote. Do posiłku obowiązkowa kawa lub herbata miętowa, w zależności od miejsca od 2 do 4 złotych.
Obiady jedliśmy takie za 8 i takie za 80 zł za dwójkę. Naprawdę fajnie i tanio można zjeść przy soukach, w małych miejscówkach gdzie pan ma 3 garnki, np. jeden z zupą, jeden z fasolą, jeden z mięsem. Do tego zawsze świeży chleb, sałatka, herbata. Problemem może być znów inne rozumienie czystości i zasad higieny. Ale przynajmniej w takich miejscach kuchnia jest na widoku. W restauracji zapłacisz 5 razy więcej, a syf jest zapewne taki sam.
Jako wege musiałam się czasem trochę nachodzić, ale generalnie zawsze można dostać kuskus z warzywami. Zupy często nie są gotowane na mięsie, zwłaszcza bissara. Czasem jest problem ze zrozumieniem słowa "wegetarianizm", ale na to są inne sposoby.
Podobnym zagadnieniem jest hardkorowy widok wiszących zwłok cieląt halal lub wrzask zabijanych na targach kurcząt. Tego nie da się uniknąć.
Aha, no i można tu mieć niezła jazdę na słodycze. Pełno tu ciastkarni, stoisk z daktylami, naleśników. Dużo i tanio, warto!
Alko: my właściwie nie piliśmy, bo nie ma go w sklepie na każdym rogu. Z reguły jest tylko w droższych hotelach z knajpami. Brak alko to jeden z największych plusów tego wyjazdu. Choć z tego co zauważyliśmy, jednak większość europejczyków zadaje sobie trud i znajduje w sklepach jakieś heinekeny.
Owoce, warzywa: bardzo tanie do kupienia na targach, jeśli ktoś chce na własną rękę gotować. Są bardzo smaczne, ale podobno mocno pryskane.
Problemów żołądkowych nie odnotowaliśmy, kranówki (czasem w tanich knajpach dla niepoznaki podawanej w plastikowych butelkach) nie piliśmy.
Podróżowanie
O tym też można by długo, bo właściwie co 2 dni zmienialiśmy miejsce pobytu. Poleca się państwowe autobusy CTM z godnym zaufania rozkładem w internecie i niezłą siatką połączeń. Do mniejszych miejscowości czasem jeżdżą jedynie prywatne firmy. To hardkor, bo rozkłady są przekazywane jedynie ustnie, ceny są różne, autobusy się rozlatują. Można się targować, bilety sprzedają koniki na dworcach. Czasem próbują wykiwać na opłacie za bagaż, która nie powinna być wyższa niż 5dh.
Grand Taxis (stare mercedesy) to dobra opcja na zadupia gdzie autobusów nie ma w ogóle lub są bardzo rzadko. Płaci się za miejsce, odjeżdża wtedy gdy znajdzie się 6 pasażerów. Ale trasy mają ustalone jak autobusy. Jeśli chce się inną trasę, trzeba wynająć cały wóz dla siebie - droga opcja.
Spoko są pociągi, ale jeżdżą tylko na północy (zimą na północ od Marrakeszu jest zimno i deszczowo, nie polecamy).
Wypożyczanie rowerów staje się chyba coraz bardziej popularne, ceny ok. 60-100 dh/dzień. Można się targować. Czasem wypożyczają straszne złomy.
Nieplanowane wydatki
To nie tylko dywany! Przy pamiątkach trzeba być naprawdę ostrożnym, nie kupować w dużych miastach. Jeśli nie chcecie czegoś kupić to po prostu nie zatrzymujcie się przy stoiskach, a już na pewno nie wchodźcie do sklepów i nie zaczynajcie się targować.
I tak trudno wam będzie odmówić sobie kilku drobiazgów.
Zupełnie inną sprawą są napiwki, których oczekuje tu każdy. W sumie słusznie, bo ludzka praca jest tu niewiele warta. Dobrze dać parę dh chłopakowi z ulicy, który pokaże wam drogę. Jednak tacy naciągani przewodnicy mogą być irytujący. W pewnym momencie ktoś po prostu zaczyna z wami iść mówiąc, że pokaże wam tylko jak dość do jednego ciekawego miejsca, a potem robi się z tego godzinny spacer za który nie można nie zapłacić. Jeśli chcecie chodzić na własną rękę, dajcie to od razu do zrozumienia. Ale czasem warto przeznaczyć kasę na takie oprowadzanie. Wielu rzeczy sami byśmy nigdy nie znaleźli. Poza tym takim ludziom po prostu warto dać zarobić. Nigdy nie spotkało nas nic nieprzyjemnego z ich strony.
Choć czasem mogą doprowadzać do sklepów z dywanami...
Generalnie daliśmy radę z niewielką ilością ciepłych ubrań i śpiworami. Bardzo przydatna była mapa i przewodniki. Francuskiego nie umiemy (no, może kilka podstawowych zwrotów), co jednak czasem przeszkadzało.
Ale oczywiście w komunikacji, jak to w życiu, zawsze najbardziej pomaga uśmiech!
Jeśli po lekturze naszego bloga macie ochotę na podróż do Maroka, to poniższa garść informacji może okazać się przydatna.
Spanie
Najwięcej płaciliśmy 10 euro za osobonoc, często było taniej, ale poniżej 5 nigdy nie zeszliśmy. Warunki do uzyskania w tym przedziale cenowym: spoko łóżko i koce (ważne, bo to mimo wszystko zima), łazienka w pokoju lub na korytarzu lub brak. No i jedną wtyczka na pokój, więc trzeba decydować, co ma słabszą baterię: aparat czy telefon.
Woda z reguły ciepła pod prysznicem, ale jeśli ktoś lubi brak grzyba, wentylację i ogólne poczucie czystości to musi przeznaczyć na spanie co najmniej dwa razy więcej. Ogrzewania nigdy nie było, warto mieć swój śpiwór, zwłaszcza jeśli chce się nocować poza dużymi miastami.
Czasem udało się znaleźć coś taniego na booking.com, ale często szukaliśmy na własną rękę, korzystając także z pomocy papierowych przewodników.
Złota zasada: nie przyjmuj ofert od kolesi na dworcach, są drogie i niewiarygodne.
Szukanie na własną rękę może zająć trochę czasu, ale nam zawsze wystarczało pół godziny. Warto to robić. Aha, no i można się targować!
Jedzenie
Rzadko mieliśmy nocleg ze śniadaniem. Ale to dobrze, bo zamiast bagietki z dżemem, lepiej pójść do pierwszej lepszej kafejki a nawet sklepiku, gdzie można zamówić pyszne naleśniki z nuttellą lub np. bissarę - wegezupę z cieciorki podawaną z chlebem. Każda z tych rzeczy kosztuje mniej niż 2 złote. Do posiłku obowiązkowa kawa lub herbata miętowa, w zależności od miejsca od 2 do 4 złotych.
Obiady jedliśmy takie za 8 i takie za 80 zł za dwójkę. Naprawdę fajnie i tanio można zjeść przy soukach, w małych miejscówkach gdzie pan ma 3 garnki, np. jeden z zupą, jeden z fasolą, jeden z mięsem. Do tego zawsze świeży chleb, sałatka, herbata. Problemem może być znów inne rozumienie czystości i zasad higieny. Ale przynajmniej w takich miejscach kuchnia jest na widoku. W restauracji zapłacisz 5 razy więcej, a syf jest zapewne taki sam.
Jako wege musiałam się czasem trochę nachodzić, ale generalnie zawsze można dostać kuskus z warzywami. Zupy często nie są gotowane na mięsie, zwłaszcza bissara. Czasem jest problem ze zrozumieniem słowa "wegetarianizm", ale na to są inne sposoby.
Podobnym zagadnieniem jest hardkorowy widok wiszących zwłok cieląt halal lub wrzask zabijanych na targach kurcząt. Tego nie da się uniknąć.
Aha, no i można tu mieć niezła jazdę na słodycze. Pełno tu ciastkarni, stoisk z daktylami, naleśników. Dużo i tanio, warto!
Alko: my właściwie nie piliśmy, bo nie ma go w sklepie na każdym rogu. Z reguły jest tylko w droższych hotelach z knajpami. Brak alko to jeden z największych plusów tego wyjazdu. Choć z tego co zauważyliśmy, jednak większość europejczyków zadaje sobie trud i znajduje w sklepach jakieś heinekeny.
Owoce, warzywa: bardzo tanie do kupienia na targach, jeśli ktoś chce na własną rękę gotować. Są bardzo smaczne, ale podobno mocno pryskane.
Problemów żołądkowych nie odnotowaliśmy, kranówki (czasem w tanich knajpach dla niepoznaki podawanej w plastikowych butelkach) nie piliśmy.
Podróżowanie
O tym też można by długo, bo właściwie co 2 dni zmienialiśmy miejsce pobytu. Poleca się państwowe autobusy CTM z godnym zaufania rozkładem w internecie i niezłą siatką połączeń. Do mniejszych miejscowości czasem jeżdżą jedynie prywatne firmy. To hardkor, bo rozkłady są przekazywane jedynie ustnie, ceny są różne, autobusy się rozlatują. Można się targować, bilety sprzedają koniki na dworcach. Czasem próbują wykiwać na opłacie za bagaż, która nie powinna być wyższa niż 5dh.
Grand Taxis (stare mercedesy) to dobra opcja na zadupia gdzie autobusów nie ma w ogóle lub są bardzo rzadko. Płaci się za miejsce, odjeżdża wtedy gdy znajdzie się 6 pasażerów. Ale trasy mają ustalone jak autobusy. Jeśli chce się inną trasę, trzeba wynająć cały wóz dla siebie - droga opcja.
Spoko są pociągi, ale jeżdżą tylko na północy (zimą na północ od Marrakeszu jest zimno i deszczowo, nie polecamy).
Wypożyczanie rowerów staje się chyba coraz bardziej popularne, ceny ok. 60-100 dh/dzień. Można się targować. Czasem wypożyczają straszne złomy.
Nieplanowane wydatki
To nie tylko dywany! Przy pamiątkach trzeba być naprawdę ostrożnym, nie kupować w dużych miastach. Jeśli nie chcecie czegoś kupić to po prostu nie zatrzymujcie się przy stoiskach, a już na pewno nie wchodźcie do sklepów i nie zaczynajcie się targować.
I tak trudno wam będzie odmówić sobie kilku drobiazgów.
Zupełnie inną sprawą są napiwki, których oczekuje tu każdy. W sumie słusznie, bo ludzka praca jest tu niewiele warta. Dobrze dać parę dh chłopakowi z ulicy, który pokaże wam drogę. Jednak tacy naciągani przewodnicy mogą być irytujący. W pewnym momencie ktoś po prostu zaczyna z wami iść mówiąc, że pokaże wam tylko jak dość do jednego ciekawego miejsca, a potem robi się z tego godzinny spacer za który nie można nie zapłacić. Jeśli chcecie chodzić na własną rękę, dajcie to od razu do zrozumienia. Ale czasem warto przeznaczyć kasę na takie oprowadzanie. Wielu rzeczy sami byśmy nigdy nie znaleźli. Poza tym takim ludziom po prostu warto dać zarobić. Nigdy nie spotkało nas nic nieprzyjemnego z ich strony.
Choć czasem mogą doprowadzać do sklepów z dywanami...
Generalnie daliśmy radę z niewielką ilością ciepłych ubrań i śpiworami. Bardzo przydatna była mapa i przewodniki. Francuskiego nie umiemy (no, może kilka podstawowych zwrotów), co jednak czasem przeszkadzało.
Ale oczywiście w komunikacji, jak to w życiu, zawsze najbardziej pomaga uśmiech!
