Myśleliśmy, że jeśli pojedziemy do Warszawy pociągiem o 4:30, to będzie ciemno, pusto i cicho. W sam raz by odrobić zaległości ze spaniem. Niestety trwało to tylko do Skierniewic. Czasem naprawdę żałuję, że zlikwidowano bezpośrednie pociągi z Łodzi. Ich brak budzi niespodziewane pokłady agresji drzemiące w skierniewiczanach i w nas samych. Skoro ruszamy przed wschodem słońca, liczymy na sen. Ale pasażerowie wsiadający w połowie trasy są już rozbudzeni, więc nie widzą problemu, żeby złapać zaspaną łodziankę za nogi i krzyknąć "Nie spać! Śpi to się w domu!"
Na szczęście widoki z samolotu wynagrodziły trudy najbardziej hardkorowego odcinka podróży.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz