wtorek, 6 września 2011

Grecki outdoor

Jak wygląda kryzys po grecku z punktu widzenia nieznającego języka turysty? (Poza najbardziej rzucającymi się w oczy demonstracjami na Syntagmie i wszechobecną policją.) Przede wszystkim wysokie ceny. W ciągu ostatnich kilku miesięcy znacznie wzrosły ceny transportu publicznego, żywności i ogólnie wszystkiego. W greckiej TV żywe debaty panów w garniturach z wszechobecnym słowem Oikonomia. Na prowincji puste knajpy i ludzie pracujący po 14 godzin na dobę, siedem dni w tygodniu, żeby przeżyć zimę.
My oprócz tego zauważyliśmy specyficzny grecki outdoor: mnóstwo niewykorzystanych przestrzeni reklamowych i niezrealizowanych planów. Puste billboardy przy wylotówkach i niedokończone domy - zagospodarowane na parterach - ale z wystającymi drutami zamiast dachów. Tak, jakby budowa kolejnego piętra została odłożona na bliżej nieokreślony moment.
Są wszędzie: w Atenach, na zakintiańskiej wsi i w centrach kurortów.
Wszechobecni są także Albańczycy (uważani tu za mafię zajmującą się kradzieżami, prostytucją i handlem narkotykami). W dużych miastach stoją na większych skrzyżowaniach oferując mycie szyb.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz